MIŁOŚĆ PRZEZWYCIĘŻA LĘK
Homilia w uroczystość Najświętszej Maryi Panny
Królowej Polski
Jasna Góra, „na Szczycie”
3 maja 2003 r.
Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Czcigodni
Księża Kardynałowie,
Drodzy
Bracia w biskupstwie,
Drodzy
Bracia w kapłaństwie oraz Diakoni,
Szanowni
i Czcigodni Ojcowie Paulini, kustosze sanktuarium jasnogórskiego, wraz z
wszystkimi Osobami życia konsekrowanego,
Szanowni
Przedstawiciele stowarzyszeń i bardzo licznych ruchów kościelnych,
Kochani
Pielgrzymi,
Umiłowani,
Bracia i Siostry!
1. W światłach Zmartwychwstania
Przybyliśmy na Jasną Górę, aby stawić się przed
szczytem, u tronu Królowej Polski. Przybyliśmy w pierwsze wielkie doroczne Jej
święto. Następne to: 15 sierpnia, złączone z „cudem nad Wisłą”, i 26 sierpnia -
Matki Bożej Częstochowskiej, związane z obroną tego miejsca i z potężną pomocą
Dziewicy Wspomożycielki w różnych sytuacjach naszego narodu.
Dzisiaj, 3 maja, przybywamy tutaj
jak gdyby w światłach Zmartwychwstania Pańskiego. Zmartwychwstanie Jezusa
Chrystusa jest tym niezwykłym blaskiem, który rozprasza ciemności, szczególnie
ciemności moralne, i powoduje, że na wzór Chrystusa my, złączeni z Nim przez
chrzest, także mamy zmartwychwstawać, to znaczy podnosić się z naszych
słabości, odrywać się od tego, co przyciąga nas jako zło, i wchodzić odważnie
na drogę czynienia dobra. Zmartwychwstanie jest tą wielką tajemnicą wiary,
która włącza nas wszystkich w Jezusa Chrystusa, która wyrywa nas z grobu
naszego życia, ze śmierci moralnej, i prowadzi ku niebieskim wyżynom - tam,
gdzie jest zapewnione szczęście i godność każdego wyznawcy Jezusa Chrystusa i
każdego człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże.
3 maja przeżywamy w niewielkiej odległości czasowej od
uroczystości Zmartwychwstania i dlatego w uszach jak gdyby brzmi jeszcze ten
liturgiczny hymn, który mówi, że dzięki Jezusowi Chrystusowi to, co jest
grzechem, czeka na łaskę, to, co jest miłością, pokonuje lęk, a to, co jest
śmiercią, rodzi życie. To bardzo trudne tematy. I chciałbym, aby te prawdy
wyrażone w hymnie liturgicznym: o grzechu czekającym na łaskę, a więc na własną
likwidację; o miłości, która pokonuje lęk; o śmierci, która rodzi życie,
połączyć z wydarzeniami i ukazać rzeczywistość tych prawd, dzięki którym grzech
roztapia się pod wpływem łaski, miłość pokonuje lęk, a śmierć rodzi życie. Czy
to jest możliwe?
2. Zaufanie Matce Najświętszej obfituje w naszym
narodzie
Przypatrzmy się dzisiejszemu świętu 3 maja.
Najczęściej łączymy je z Konstytucją 3 maja, ale jest to święto Królowej
Polski, które połączyło się z rocznicą Konstytucji i jak gdyby stało się
podsumowaniem bardzo wielu wydarzeń z przeszłości, które ukazują, jak bardzo
zaufanie Matce Najświętszej obfituje w naszym narodzie, jak podrywa go z
niewoli, jak w osłabieniu dodaje mu sił. Konstytucja 3 maja, która była aktem
mądrości, odwagi i wielkiego zaufania Opatrzności Bożej, została w tym długim
procesie historycznym złączona ze świętem Królowej Polski. I nie dziwmy się
temu - przecież pierwsze słowa napisane w języku polskim brzmią: „Bogurodzica
Dziewica, Bogiem sławiena Maryja”. Tak więc ogromna cześć do Bożej Rodzicielki
jest jak gdyby zapisana w naszej naturze. I stąd też następne dzieje: samo
sprowadzenie obrazu (a obchodzimy 620 lat od tamtej chwili) i ta jego niezwykła
obecność pośród narodu jest czymś niezwykłym. Aby strzec tego obrazu,
największego skarbu Pośredniczki Łask, naród otoczył klasztor murem warownym, a
także po to, by tutaj, w tym widocznym znaku, widzieć swoją obronę, pomoc i
drogę ku zwycięstwu.
Święto 3 maja łączy się także z tekstem ślubowań Jana
Kazimierza, który dnia 1 kwietnia, a był to rok 1656, obrał Matkę Bożą Królową
Polski. Czasy to były trudne, nie brakowało owego grzechu, który czekał na
łaskę. I dlatego król, widząc ogrom dziejącego się zła, nie tylko tego
militarnego, ale i tego moralnego, zawierzył siebie, swoje królestwo i naród
przemożnej opiece Najświętszej Maryi, dodając jednocześnie, że będzie szerzył
Jej cześć i będzie dbał o dolę ludzi biednych, szczególnie wówczas
pokrzywdzonych rolników. I od tego czasu ten proces ciągle trwa. I gdy przeszły
czasy bardzo niebezpieczne, kiedy naród w swojej mądrości zdobył się na
Konstytucję, ten znak wolności zawierzył Bożej Opatrzności, ślubując
wystawienie świątyni Opatrzności Bożej. Nie mógł jednak tego dokonać i musiał
zdać się na Opatrzność Bożą, aby ona go prowadziła. Nie tyle w budowaniu
świątyni, bo wtedy w zaborach nie było można, ile w takiej dojrzałości
moralnej, która by doprowadziła do dojrzałości chrześcijańskiej, do pokoju, do
wolności, do ciągłej próby sprawiedliwości. Aż przyszedł czas, kiedy podejmuje
tę budowę.
Stają tu dzisiaj z nami, pielgrzymującymi na Jasną
Górę, i święty Piotr, i apostoł Jan, który dał o sobie słyszeć w dzisiejszej
Ewangelii, i święty Wojciech, i święty Stanisław, i błogosławieni, czekający na
bliską już kanonizację: biskup Józef Sebastian Pelczar i Urszula Ledóchowska, i
tylu innych świętych patronów i świątobliwych naszych braci, którzy są już po
tamtej stronie i są z nami jedno w naszej modlitwie. Spośród żyjących
niepodobna nie przywołać imienia Ojca świętego Jana Pawła II, który tak bardzo
jest związany z naszą postawą, z naszymi uczuciami, że nie można nie odczuć
Jego obecności w naszej modlitwie. A nasza modlitwa ciągle jest motywowana tym
grzechem, który czeka na Bożą łaskę. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że tak jak w
czasach ślubowań Jana Kazimierza, tak i dzisiaj nie brakuje nam tych grzechów,
które mamy obowiązek wytopić blaskami miłości i mocą zmartwychwstania. Trzeba
tu wskazać to wszystko, co dotyczy bezrobocia, jakże nieraz zawinionego przez
nieumiejętność dobrego społecznego gospodarowania, przez brak przewidywalności.
Ale także grzech popełniany przez samych bezrobotnych, którzy będąc w sytuacji
godnej wszelkiego współczucia i zobowiązań do pomocy, często załamują się,
poddają się lenistwu, pijaństwu, niechęci do zdrowych przedsięwzięć. A z tego
wynikają dalsze słabości, których nie trzeba tutaj, przed ołtarzem wymieniać, a
które tkwią gdzieś głęboko w naszej społecznej świadomości, jak: agresja,
napady, rabunki, zadawanie śmierci, korupcja. To są grzechy, które wymagają
blasków Zmartwychwstania. I oto dzisiaj chcemy bardzo gorąco prosić Chrystusa,
by dał nam siłę, by w każdym z nas odbijał się ów blask zmartwychwstałego
Chrystusa, który ma siłę topienia tego zła, bo grzech musi oczekiwać na taką
łaskę, która przywróci człowiekowi godność dziecka Bożego.
Rozwińmy jeszcze tę - związaną ze Zmartwychwstaniem -
myśl, że miłość przezwycięża lęk. Popatrzmy, ileż lęków przeżywaliśmy,
przeżywamy i zapewne będziemy przeżywać, bo lęk będzie towarzyszył ludziom
zmagającym się z trudną rzeczywistością ziemską. Chciałbym tu przypomnieć
wydarzenie sprzed 20 lat, II pielgrzymkę Ojca świętego i Jego przyjazd na Jasną
Górę. Był to rok 1983. Ojciec święty przybył tutaj z Niepokalanowa, przybył pod
wieczór na plac „pod Szczytem”, który był już wypełniony młodzieżą. Pamiętam to
jak dziś. Widziałem przeżycie na twarzy Ojca świętego. Dzisiaj ta młodzież ma
przynajmniej pod czterdziestkę, ale pamięta o tamtym spotkaniu, rozpoczynającym
tradycję wielkich spotkań Papieża z młodzieżą, i wie, że ma nieść tego ducha,
który mówi, że można pokonać lęk przez miłość. Czy wówczas trzeba było
pokonywać lęk? Obchodziliśmy jubileusz 600 lat obecności obrazu jasnogórskiego
w Częstochowie, a tutaj trwał jeszcze stan wojenny, były obozy internowanych,
sposób rządzenia według dawnego systemu totalitarnego. I oto przyjeżdża Ojciec
święty i rozmawia z wszystkimi, i chce mówić o tym, co służy dobru całego narodu.
A mówi to z wielką miłością, w Warszawie, w Niepokalanowie, tu, na Jasnej
Górze, w Poznaniu, w Katowicach, we Wrocławiu, a potem w Krakowie. Oto przykład
tego, jak lęki, które opanowują ludzi, można pokonać przez miłość, która jest
osadzona w wierze, w Jezusie Chrystusie, i ukazywana przez Jasnogórską Matkę. O
czym mówił nam wtedy Ojciec święty? Mówił do młodzieży: nie lękajcie się! Mówił
do ojców Paulinów: bądźcie wierni! Mówił do nas, biskupów, zgromadzonych tu na
Konferencji Plenarnej: czuwajcie nad powierzonym wam Kościołem w naszej
ojczyźnie! Mówił do zgromadzonych rzesz o Królowej Polski, która jest naszą
Matką. Czyż nie były to ważne słowa otuchy i pociechy?! Ponieważ Ojciec święty
nie mógł jeszcze wtedy pojechać na Wybrzeże, ze Szczecina przybyła tu wielka
liczba przedstawicieli, aby złożyć Ojcu świętemu hołd i wypowiedzieć ustami
arcybiskupa Majdańskiego swój hołd i oddanie. Oto jak gdyby ilustracja tej
prawdy o Zmartwychwstaniu, które prowadzi do pokonania lęku przez wielką
miłość.
3. Ze śmierci rodzi się życie
Przychodzimy tu w roku 2003. Przekroczyliśmy już
jubileuszowy próg dwutysięcznego roku, weszliśmy w nowe stulecie, są nowe lęki,
nowe grzechy, nowe śmierci. Co mamy dzisiaj do zaproponowania?
Ojciec święty wydał niedawno encyklikę o Eucharystii i
w tej encyklice tak dobitnie wskazuje nam związek Eucharystii z Maryją. Czyż ta
prawda byłaby dla nas obca? Nie. Wsłuchajmy się dobrze w to, co słyszeliśmy
dzisiaj w Ewangelii świętej. I tutaj ukazuje się ta prawda, że ze śmierci rodzi
się życie. Ewangelia ukazała nam Kalwarię i krzyż, na którym umiera Chrystus, a
pod krzyżem jest Maryja i Jan, uczeń Chrystusa (por. J 19, 25-27). Zanim
Chrystus powstał z grobu, umierając już rodzi życie. To życie narodziło się w
Wieczerniku, kiedy podawał chleb swoim apostołom: bierzcie i jedzcie - to było
polecenie (por. Mt 26, 26-27) Teraz, na krzyżu, Jezus Chrystus zwraca się do
najbliższych osób, do Matki i Jana, przekazując im swój testament. Nie jest to
zwykły testament. Gdyby chciał swojej Matce zabezpieczyć życie, to zwróciłby
się najpierw do Jana i powiedział: Janie, oto Matka, zaopiekuj się Nią. Ale
wczytując się dobrze w Ewangelię dziś usłyszaną, widzimy, że Chrystus najpierw
zwraca się do Matki. I nie tyle zabezpiecza Jej byt, ile daje Jej nowe zadania,
bo mówi: oto syn Twój. A więc Maryja tam, pod krzyżem, w sposób mistyczny staje
się na nowo Matką, Matką Jana, a w osobie Jana Matką nas wszystkich. To jest to
mistyczne rodzenie, które z krzyża umierający Chrystus wywołuje jako życie.
Matka staje się ponownie Rodzicielką, choć w inny sposób. Pomyślmy, że w tamtym
mistycznym rodzeniu się do życia my wszyscy mamy udział, ku naszemu odrodzeniu.
Dopiero potem Jezus mówi do Jana: oto Matka Twoja. I w tym powiedzeniu, w tym
testamencie już jest zalążek Kościoła, ponieważ schodząc z Kalwarii, Jan
podtrzymuje zbolałą Matkę, ale wie, że idzie z Tą, która dalej będzie czuwać
nad apostołami, będzie dla nich Matką, będzie Matką Kościoła. Czyż słowa, które
kiedyś powiedziała w Kanie Galilejskiej: cokolwiek Syn mój powie, to czyńcie
(por. J 2, 5), nie są także zastosowane do Wieczernika, do Eucharystii?!
Przecież Chrystus mówi tam: bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie, to jest
ciało Moje, to Moja krew. A więc Kościół otrzymuje polecenie wykonania tego:
czyńcie, cokolwiek Syn mój wam powie.
Chcemy więc korzystać z tego życia, które jest w
Eucharystii, a Eucharystia to ciągle obecne pośród nas Zmartwychwstanie.
Dlatego też z taką wielką ufnością idziemy do Maryi. Jak bł. Józef Pelczar,
który przypominając swoim współczesnym, w roku 1891, Konstytucję 3 Maja,
złączył ją ze Stowarzyszeniem Najświętszej Maryi Panny, aby dbano o ten skarb
narodowy; jak bł. Urszula Ledóchowska, która jest wielką apostołką prawdy o
Eucharystii, ponieważ to ona uczyła małe dzieci, sieroty, biednych, jak ukochać
Chrystusa i przyjmować Go do swojego serca.
Oto jak gdyby program duszpasterski, bardzo prosty,
wynikający z wielkich przesłanek - tych płynących z krzyża i tych płynących od
Ojca świętego, z jego wezwań, jego encyklik, i tych, które płyną od ołtarza, z
jasnogórskiego szczytu, aby budzić w naszej Ojczyźnie to, co jest owocem
Zmartwychwstania: łaska wytopi grzech, lęk musi ustąpić przed miłością, życie
powstaje dzięki Chrystusowi nawet ze śmierci. Amen.
|
(c) 1997 Sekretariat Prymasa Polski, Wszelkie prawa zastrzeżone. |