ZABIEGAŁ O JEDNOŚĆ
Homilia podczas pogrzebu śp.
Stanisława Broniewskiego "Orszy"
Warszawa, archikatedra pod
wezwaniem świętego Jana Chrzciciela
9 stycznia 2001 r.
Niech będzie pochwalony
Jezus Chrystus!
Wielebni Księża Biskupi,
Duchowieństwo,
Szanowne Zwierzchnictwo
władz życia cywilnego i państwowego,
Żołnierze,
Drodzy Harcerze,
żałobą okryta Rodzino,
Umiłowani, Siostry i Bracia!
1. Jeden z uniwersalnych
Polaków
Stajemy
dzisiaj w katedrze warszawskiej, przy trumnie jednego z najbardziej
uniwersalnych Polaków. Jego życie zamknęło się wraz z końcem dni ubiegłego
stulecia i dlatego patrząc na bogactwo tego życiorysu, odnajdujemy w nim
odblask życia Polaków XX stulecia - takie, jakie ono było. Powiedziałem, że
stoimy przy trumnie najbardziej wszechstronnego Polaka, dlatego, że w osobie
Stanisława Broniewskiego - "Orszy" skupiają się tytuły i pułkownika wojska, i
doktora habilitowanego, i znakomitego żołnierza, i powstańca, i dowódcy,
zwłaszcza harcerza, i więźnia, i nauczyciela, i człowieka pracy, który nie
załamywał się. Nauczyciela, który potrafił do końca swych dni wzywać do
jedności w oparciu o miłość do ojczyzny i o miłość do Pana Boga. Trudno więc
ująć prawdę o osobie zmarłego Druha w kilku zdaniach, trudno jest także
wydobywać z jego życia przykład prosty i jasno przemawiający do dzisiejszych
umysłów, które już włączają się w XXI wiek, aby tworzyć jego fizjonomię i jego
obraz. A jednak trzeba ustawić poprawnie nasz patriotyzm i umiłowanie ojczyzny,
i pracy, i odpowiedzialności właśnie w osobie "Orszy" Broniewskiego.
Spójrzmy na to pouczenie,
które słyszymy w liturgii, a więc na odczytany fragment Pisma świętego. W
proroctwie Daniela usłyszeliśmy słowa o Michale, świętym aniele, który nastał
na czasy wielkiego ucisku i w tych czasach wielkiego ucisku potrafił być
opiekunem dzieci narodu wybranego. Nadto powiedziane jest, że te dni ucisku
będą także czasem zapisania wielu w księdze żywota (por. Dn 12, 1-3). Nie są to
słowa wzięte z potocznej mowy, trzeba wgłębić się w ich sens. A wreszcie w tym
czasach ucisku będą się podnosili niejako z prochów ci, którzy będą mądrzy i
którzy będą nauczycielami sprawiedliwości - oni będą jaśnieć jak gwiazdy. Oto
jakby w streszczeniu przekazana treść tego, co powiedział prorok Daniel.
2. Podejmował działania,
które służą dobru wszystkich
Chciałbym właśnie w świetle
słów Proroka odnieść się do wydarzeń z przeszłości i do tej ciągłości życia,
długiego życia, jakie ukazało się w Stanisławie Broniewskim. Rozpoczynał jak
każdy młody człowiek od nauki. Pojmował ją rzetelnie, pokonywał normalne etapy
zdobywania wiedzy, aż wreszcie - jeszcze przed wojną - na Uniwersytecie
Poznańskim ukończył studia ekonomiczne i prawnicze. Stał się urbanistą i zaczął
pracować. Ale obok pracy w jego życiu był ciągle ten nurt społeczny, który
kazał mu - już jako dziewięcioletniemu chłopcu - włączyć się w szeregi
harcerskie, aby tam udowadniać swoją postawą miłości do ojczyzny, to znaczy
miłość do współobywateli i takie działanie, które służy dobru wszystkich. To
działanie nie może powstać i urzeczywistniać się bez miłości, bez wewnętrznej
energii, bez tego ideału, który jest w młodym człowieku, a który trzeba
rozpalić, aby on się rozżarzył i płonął. Z takim to płomieniem młody inżynier
Stanisław Broniewski wchodzi w ciemne lata okupacji. To są owe "czasy wielkiego
ucisku", gdy ludzie kochający wolność nie poddają się i żaden ucisk
administracyjny nie wycisza w nich ducha wolności. I dlatego też działanie
następuje od razu.
Bezpośrednio po zajęciu
Warszawy przez okupantów powstaje Armia Krajowa, Państwo Podziemne, powstają
"Szare Szeregi" - to właśnie ci najmłodsi, którzy potrafili zachować ideały i
walczyć w obronie ojczyzny, aby dorastając stać się tymi, którzy podniosą
wysoko sztandar narodowy. Piękne są dzieje "Szarych Szeregów". Dziś możemy
powiedzieć: piękne są, o ile za piękno uznamy taką miłość do ojczyzny, która
potrafi zraszać krwią bruk Stolicy, przelewać krew, cierpieć, opatrywać rany,
budzić do życia po to, by służba ojczyźnie, bliźnim w ideałach zaczerpniętych z
chrześcijaństwa nie ustawała. I tak możemy wyliczać te dzieła, która stanowią
cały szereg jakże ubogaconej niezwykłej kroniki tych czasów ucisku. Najczęściej
wspominamy walkę o Arsenał i słusznie, że wspominamy ten bohaterski wyczyn,
którego operatorem, strategiem był zmarły "Orsza" Broniewski. Ale takich dzieł,
takich czynów było bardzo wiele i za każdy czyn trzeba było płacić ofiarą.
Można pokazać miłość do ojczyzny w czynie bohaterskim, nawet gdy przyjdzie
polec i to polec na polu chwały. Ale miłość do ojczyzny nie wyczerpuje się na
oddaniu życia na polu chwały, bo przychodzi także taki okres, że trzeba iść do
więzienia, gdzie trzeba się uczyć, trzeba znosić poniewierkę, upokorzenia i
znowu dobijać się o to, aby ojczyzna była ojczyzną w całej tożsamości.
Przychodzi okres powojenny i
w rok po zakończeniu wojny światowej pułkownik Stanisław "Orsza" Broniewski
wraca do ojczyzny i na miarę swoich możliwości pracuje. Przeciwności są
ogromne, bo wszystko to, co było ideałem, za który walczono, zwłaszcza w
"Szarych Szeregach", zostaje przekreślone, zostaje poczytane jako zły. I wtedy
dopiero dojrzewa ta prawdziwa miłość do ojczyzny, która mówi, że trzeba
przetrzymać to wszystko, co jest kłamstwem, importowaną ideologią - trzeba, by
zachować własną tożsamość. I przypominają się czasy, kiedy żołnierz walczył o
wolność Polski - waszą i naszą - i temu ideałowi był wierny i pozostaje wierny.
Ale przychodzi czas, że obok ideału wolności, naszej i waszej, trzeba także
walczyć o tożsamość waszą i naszą, żeby człowiek mógł się pięknie różnić od
drugiego, żeby nie był traktowany jak jeden schemat, figurka, żołnierzyk
ołowiany, aby był sobą. I dlatego ten wielki nacisk, jaki się wówczas pojawia,
ażeby z prochu, czyli z tego przydeptania ideowego, podnieśli się nauczyciele,
ludzie, którzy kochają sprawiedliwość, by zaświecili jak gwiazdy. I taką rolę
trzeba było druhowi Stanisławowi wypełnić. Nie była ona łatwa, zwłaszcza, że
jemu bardzo zależało na tym, aby harcerstwo było jedno. O tę jedność tak
zabiegał, bo przede wszystkim był wychowawcą, który kochał młodego człowieka i
widział w nim przyszłość ojczyzny, Polski, w połączeniu z ludzkością, z całym
światem. To nie było wyizolowanie obywateli polskich z ich szeregów rodzinnych
- nie, ale jak najbardziej utkwione w tym wszystkim, czym żyje człowiek na
całej ziemi. Każdy człowiek ma jednak jednocześnie prawo do miłości swojej
rodziny i swojej ojczyzny.
To były ideały zaczerpnięte
z harcerstwa, które ustawicznie przypominał Stanisław "Orsza". I z takim
orędziem przyszedł niegdyś do kardynała Wyszyńskiego, a później dzielił się tym
w rozmowach ze mną, i szukaliśmy sposobów, jak w tej rzeczywistości zbliżać do
siebie zróżnicowanych poglądowo młodych ludzi. Napisał także do Ojca świętego,
któremu ukazał jak bardzo mu zależy na tym, aby dzieci narodu polskiego umiały
się zbliżać - ku jedności. I chociaż dzisiaj w harcerstwie - a on przede
wszystkim czuł się harcerzem, do końca swego życia, w tych wielkich ideałach,
których się nauczył od swoich nauczycieli - jedność w sensie organizacyjnym nie
jest możliwa, to możliwe jest w różnorodności organizacyjnej wielkie zbliżenie
do tych ideałów, żeby zgodnie z temperamentem młodego człowieka, zgodnie z
tradycją narodową, także zróżnicowaną, umieć zachować ten kształt, który ma
służyć wielkiej sprawie rozwoju człowieka, jego osobowości, jego godności i
odpowiedzialności za to, co czyni i za to, co będzie czynił jego przyjaciel.
3. Chrystus jest właściwą
drogą
Oto, Bracia i Siostry, jak
gdyby początek refleksji, które trzeba snuć, stając przy trumnie druha
Stanisława Broniewskiego. Trzeba dalej to rozwijać, ponieważ życie biegnie
dalej i uwarunkowania będą przedkładały nowe wezwania.
Dlatego spójrzmy na
Ewangelię której wysłuchaliśmy dzisiaj. Chrystus mówi do swoich uczniów: ja
odejdę, ale u mego Ojca jest mieszkań wiele, i ja idę przygotować wam
mieszkania (por. J 14, 2-3). Tak, niebo, a więc życie Boga, jest tym miejscem,
gdzie mieszkań jest wiele, dokąd jesteśmy wszyscy zaproszeni pod warunkiem
uczciwego życia na ziemi. Pytali się wtedy uczniowie: Panie, a jak my
znajdziemy to miejsce, przecież nie znamy drogi, a Chrystus mówi: Ja jestem
drogą (por. J 14, 5-6). Tym, który nam otwiera drogę do dobrego i poprawnego
życia jest Jezus Chrystus - Bóg ciągle żyjący pośród ludzi. I to jest adres
powszechnie dostępny.
I dlatego kierując te słowa
z wielką nadzieją przede wszystkim do młodzieży, chciałbym wyrazić życzenie,
abyście odnaleźli ten adres i abyście umieli iść tak otwarcie z tą przyjaźnią,
umiłowaniem ojczyzny, przyrody i świata, i drugiego człowieka, jak idzie skaut,
harcerz, polski harcerz. Bądźcie więc tymi, którzy potrafią nieść ideały i te
ideały urzeczywistniać, także za drogą cenę. A warto to czynić, ponieważ
dopiero wtedy nabieramy pełni tej godności, do której jesteśmy wezwani. Amen.
|
(c) 1997 Sekretariat Prymasa Polski, Wszelkie prawa zastrzeżone. |